poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Taft 7-Day Shine Booster -hit czy kit?


Hej, 

Jest dziś tak okropna pogoda, że nie mam najmniejszej ochoty wychylać nosa spod kołdry. Wyszłam tylko na zajęcia, z bólem serca ;) Zauważyłam, że najczęściej moje wstępy do prawidłowej notki sa o pogodzie... O zgrozo! Najgorzej...
Wracając do meritum, chcę przedstawić Wam dziś moją opinię, raptem kilka słów o nowym, fenomenalnym produkcie ze Schwarzkopfa. O tyle o ile tę firmę lubię, tak ten produkt zepsuł mi nieco notowania na jej temat. O zabiegu laminowania włosów było dość głośno swego czasu w blogosferze, więc każda z Was z pewnością wie, "czym to się je" ;) A jeżeli nie to napiszę tylko, że jest to połączenie żelatyny, wody i odżywki/maski (czy czegokolwiek, co nam odpowiada;)

Saszetkę dostałam w gratisie razem z Rossmannowskim Skarbem, więc nie zbiedniałam o 7zł- bo tyle bodajże ta 25ml saszetka kosztuje. 



Od Producenta:

Krem 7-day shine booster zapewnia włosom blask miliona diamentów, jak po zabiegu laminowania włosów. Efekt: długotrwały, olśniewający połysk. Jest pierwszym produktem do stylizacji w handlu detalicznym, którego efekt utrzymuje się do 3 myć i do 7 dni. Łatwy w użyciu jak szampon. Krem przeznaczony jest dla włosów od średniego blondu po ciemne.
Składniki: formuła zapewniająca efekt laminowania blasku.

Co o nim myślę? 

Zacznę od początku. Użyłam go wczoraj po myciu włosów. Nałożyłam na 10min, wszystko jak w instrukcji, tzn rozprowadzamy od tyłu głowy połowę opakowania, wmasowujemy we włosy, a następnie zużywamy resztę. Zostawiamy na 10min. Pierwsze wrażenie - produkt niesamowicie śmierdzi. Przynajmniej w moim odczuciu. Nie potrafię porównać tego zapachu do niczego, w każdym razie jest dość duszący. Konsystencja - jak szamponetka? Tak, myślę że to dobre porównanie. Brązowawo złotawy kolor. Zmyłam i czekałam na efekt. No i się właściwie nie doczekałam... Nie zauważyłam własciwie żadnej różnicy na moich włosach, choć na początku (ehh, ten efekt placebo!) wmawiałam sobie, że są ładniejsze, że błyszczą.
Zrobiłam dziś nawet mini test na moim chłopaku. Kazałam mu dobrze przyjrzeć się moim włosom i ocenić, czy coś się zmieniło, czy wyglądają lepiej/gorzej. Biedny patrzył na nie przez dobre parę minut i stwierdził z nietęgą miną, że nic nie zauważył. Naprowadzałam go nawet - "nie widzisz, jak błyszczą? A może wyglądają ładniej, zdrowiej niż zawsze?" "Nie- odpowiedział - wyglądają tak, jak zawsze, a coś z nimi robiłaś...?"
To chyba najlepsze podsumowanie ;) Choć zauważyłam jedną zaletę, a właściwie dwie - końcówki włosów są jakby "oblepione" (w pozytywnym znaczeniu), tzn wyglądają zdrowiej, nie są suche a całe włosy są delikatniejsze w dotyku.
Poza tym ani nie zrobił krzywdy moim włosom, ani nie zmienił diametralnie ich wyglądu.

Nie wiem, czy kupię ten produkt, może kiedyś... W każdym razie z pewnością są lepsze produkty do krótkotrwałego poprawiania wyglądu włosów. :)


Buziaki!
xoxo

7 komentarzy:

  1. Nawet ich nie widziałam, ale dobrze wiedzieć, że szału nie ma. Raczej po taką "saszetkę" nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli taka saszetka kosztuje 7 zł i efekt jest dość marny to się nie zdecyduję. Również uważam, że można znaleźć lepsze produkty. Ale recenzja bardzo fajna :).
    Pozdrawiam ;*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tym bardziej, że za pomocą żelatyny możemy same wyczarować takie "cudo" ;) i za mniejsze pieniądze.
      Dziękuję! ;*

      Usuń
  3. Za 7zł na pewno bym jej nie kupiła, tym bardziej, że rewelacji nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to dzięki Tobie wszystkie jesteśmy 7 zł do przodu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja kupiłam i dopiero czytam że nie warto, nawet nie nakładam bo podobno może nawet zaszkodzić

    OdpowiedzUsuń